Fotograf Warszawski

bałtycki Mordor


 

Obozowiska, których granice wyznaczają kolorowe parawany, smród ciepłego wygazowanego piwa i niedogotowanej kukurydzy oraz kakofonia dźwięków zagłuszająca szum morza. Wakacyjny koszmar o imieniu Bałtyk. Guzik prawda. Choć wiem, że pewnie na wielu portalach widzieliście zdjęcia, że tak właśnie wygląda główna plaża we Władysławowie. Miejsce, na które patrzycie jest zaledwie trzy kilometry na wschód od „bałtyckiego Mordoru”. W ciągu dnia oprócz nas nad morzem było łącznie sześć osób i jeden golden retriever. W nocy natomiast nasz dom wyglądał właśnie tak. Już nie ma dzikich plaż? Nieprawda. PS: Wschód księżyca przebił wschód słońca. Brak zasięgu pozwolił nadrobić zaległości w lekturze, a kawa z kardamonem z kuchenki turystycznej smakowała podróżą. Nie dajcie sobie wmówić, że się nie da. Weźcie namiot i w drogę. Choćby na jedną noc.


Comments are closed.

Feedback
0

error: Content is protected !!